Nawigacja
Strona Główna
Artykuły- Dzieje Krzeska i Podlasia .
Galeria fotografii
Linki które polecam.
Forum
Kontakt
Szukaj







Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 151
Najnowszy Użytkownik: Kajetus
Witam na stronie "Dzieje Krzeska Królowa Niwa".
Image and video hosting by TinyPic Moje hobby: Dzieje Krzeska Królowa Niwa,obyczaje ludowe,historia szkół do których uczęszczałem,fotografia, stare zdjęcia, fotofora, antyki, motoryzacja-stare samochody, drzewo genealogiczne, zwiedzanie nowych nieznanych (ciekawych) miejsc, poznawanie kultur... Strona poświęcona jest Dziejom Krzeska Królowa Niwa- okolic i regionu, historii rodów po mieczu i kądzieli. Praca nad stroną trwa. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi. Moja poczta: ajan@tlen.pl. "Każdy z nas śmiertelników podąża drogą życia. To w jaki sposób przez tą drogę przejdziemy, jak skorzystamy z danych nam darów, zależy od nas, od naszego postępowania, uczynków. Zastrzeżenie prawne.Prawa autorskie oraz inne prawa własności intelektualnej do wszystkich treści, fotografii zamieszczonych i zawartych na niniejszej stronie internetowej stanowi zbiór Jana Aleksandrowicza i mogą być wykorzystywane wyłącznie za jego zgodą.Kopiowanie udostępnianych w tym miejscu treści możliwe jest jedynie do użytku osobistego.Podstawa prawna: Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.).
 
Wspomnienia z Krzeska- problemy kawalerki z ożenkiem lata 70.
Image and video hosting by TinyPicfoto Dorota Bilska.
Zdzisław Dziedzic (*1936+2003), kawaler pod czterdziestkę, już nie wierzy, że znajdzie. W Krzesku takich jak on jest przecież ośmiu, a dwudziestu trzech, którzy na razie gospodarują z rodzicami, statystyka tez skazuje na samotność. Oni jeszcze o tym nie wiedzą ale Dziedzic wie. Wyczytał w „Trybunie Ludu” („W gazetach strasznie sie uwielbiam”), że w ciągu ostatniego dwudziestolecia wieś rokrocznie opuszczało 20 tys. więcej dziewcząt niż mężczyzn. W Krzesku sporej wsi leżącej między Siedlcami a Miedzyrzecem Podlaskim, dziewczyny, które zostały na gospodarce policzyć można na palcach jednej ręki. Nie wszystkie, tak jak córka sołtysowej pokończyły uniwersytety. Do tych Dziedzic pretensji nie ma. Uczone, mawia, niech ciągną do uczonych. Ale reszta ?- pyta. Te szwaczki z dyplomami szkół rolniczych, które zamiast siać pszenicę, szyją sukieneczki dla laleczek w siedleckiej spółdzielni „Miś”, te robotnice z łosickich zakładów podzespołów radiowych, które zamiast hodować krowy, skręcają jakieś druciki. Te Dziedzic zatrzymałby siłą. Bo społeczeństwo- grzmi demagogicznie, obejdzie się bez laleczek i tranzystorów, a bez mleka i mięsa nie. Ale w gazetach nie znajduję ja całej prawdy o współczesnej wsi. Napisze Pani, że w Krzesku obory stoją puste, ze pięćdziesiąt gospodarstw bez następców zamienia sie w ruinę. A o tym że my kawalerowie, starzejemy się w samotności, podczas gdy nasze dziewczęta niańczą w Warszawie cudzie dzieci i w ajencyjnych knajpkach zmywają talerze napisze pani ? Dwie wróciły z nieślubnymi dziećmi. Matki przestały juz opowiadać, jakie to kariery zrobiły ich córki w stolicy. Z jedną chciałem się nawet żenić. Każdego może nieszczęście spotkać, tłumaczyłem sobie. Co ona winna, że ją łobuz wykorzystał i rzucił ? Zaszedłem do ojca żeby zbadać grunt, a ten mi powiada że córuchna co tydzień do Warszawy jeździ formalności ślubne załatwiać i ojciec się boi, żeby z tego załatwiania nie było drugiego wnuka. No to pomyślałem, rozdiabliła sie dziewucha na dobre i machnąłem ręką ...

Chyba mam pecha.
Najpierw się spalił. Grał na zabawie w sąsiedniej wsi. Duszna czerwcowa noc, tancerze powychodzili przed remizę. Ktoś krzyknął: „O gdzieś się pali”. A to płonęły jego zabudowania. Gdy brat ożenił sie i poszedł w świat czyli do Siedlec ojciec błagał: „ Zdzichu wracaj, bo sam nie dam rady”. Wrócił z podlubelskiej parafii, gdzie był organistą ale nie do ojca. Kupił sobie gospodarkę od stryja naprzeciwko ojcowej chałupy. Stryj wziął pieniądze i wyjechał do córki aptekarki w mieście. Dziedzic zabrał się do orek. Obrobił swoje czternaście hektarów i jeszcze ojcu pomógł. Był rok 1970. W parę miesięcy później wszystko poszło z dymem. Ogień przeniósł się od sąsiada. Stodołę wybudował solidną, murowaną. Bez grosza pożyczki z banku. Pieniędzy to ja miałem naskładane i jak trzeba było to „tango- przytulango” zagrałem i „Veni Creator Spiritus”. Stodoła wyglądała jak pałac, sąsiedzi przychodzili oglądać. Wtedy aż dwie panny chciały sie z nim żenić. Mówił im: „Poczekajcie wybuduje dom, pomyślę o rodzinie”. Ludzie często najpierw znoszą jajka, potem wiją gniazda; jemu marzyło się inaczej. Wprowadzi żonę do trzech pokoi z kuchnią, przeniesie przez wymalowany na olejno próg. Dziewczyny czekać nie chciały. tej pierwszej to nie żałuje. Służbowa była szorstka, raczej mało przyjemna. Pocałować się nawet nie dała. Ale ta druga git dziewucha. Wysoka mężnie zbudowana - do niskich to ja przekonania nie miałem - no i zaradna. Len uprawiała. Ile ona tysięcy z tej plantacji kosiła. Za elektryka wyszła. Ech biegu czasu nie zawrócisz. W ciągu pięciu lat uporał sie z budową. Stodoła, dom, obora, piwnice - wszystko murowane. Gospodarze go podziwiali: „patrzcie ile nabudował, a zaczął od kołka w płocie”. Teraz mógł uderzać w konkury. Grał na weselu pod Zbuczynem. Córka rolnika wydawała się za kierowcę ze Śląska. Pan młody był ryży, gruby i stary, panna młoda szczęśliwa. Po weselu miała zamieszkać na stałe w Katowicach. „Panie Dziedzic, dlaczego pan się nie żeni” ? - zapytała go nieznajoma niewiasta, gdy w przerwie zasiadł przy weselnym stole. To przez ogień, powiedział. Podciął go, pokrzyżował życiowe plany. „ogień ogniem - ona na to - a ja mam ładną córkę. - Rzeczywiście była niezgorsza. dziewiętnaście lat, przyjemny wyraz twarzy. Tyle że głąbowata trochę. Ze szkoły ją wyrzucili. Ale przylepa straszna. Przychodziła robić mi kolację, opowiadała jak urządzimy sypialnię, jak stołowy. Mamusia, wujkowie, ciocie ciągle u mnie byli. I każde: ” A zawodu czasem nie spraw, pamiętaj, a losu dziewczynie nie złam”. Wahałem się. Wewnętrzny charakter miała ona zły. Ładna skórka psia naturka. To się przymilała, to znów potrafi powiedzieć: „Wywalaj się z domu już cię nie chcę”. Ale to może moja ostatnia szansa, myślałem. W grudniu siedemdziesiątego siódmego miał być ślub. Aż tu ciocia narzeczonej z Warszawy zjechała:” Co na gospodarkę ja dajecie ? Za takiego starego ? Zabieram ją do siebie”. I tak niedoszła Dziedzicowa została pomywaczką w warszawskim barze „Kuchcik”. A gmina trzęsła się ze śmiechu . W gospodzie, w sklepie, na targu ludzie opowiadali sobie, jak to jedna panna wykołowała Dziedzica.
Niech wracają na wieś.
Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic
foto 1. Zdzisław Dziedzic na wozie dożynkowym. foto 2. Dziedzic z akordeonem z młodzieżą z Krzeska.
Wieś go nie lubi. „Głupi mundrak” mówią o nim tutaj. Owszem, ładny kawaler i muzykant pierwsza klasa. ale przemądrzały. Wieś nie może mu zapomnieć tamtego listu, który opublikował na łamach „ Gromady-Rolnika Polskiego”. Pisał wtedy: „W mojej wsi kilku rolników porzuciło gospodarstwa bądź sprzedało za byle co i wyjechało do Warszawy. Chwalą sobie rajski byt w stolicy, a sa przeważnie dozorcami. Ale cóż mają począć kawalerowie, którzy zostali przy rodzicach i powadzą gospodarstwa? W Krzesku wszystkie dziewczęta powyżej 18 lat uczą sie lub pracują w mieście. Wyjście za mąż za rolnika, nawet jeśliby miał luksusowe warunki, uważają za nieszczęście. Dlaczego niezameldowane osoby przyjmuje się do pracy w Warszawie? Dziewczęta, które nie mają wykształcenia, trzeba pozwalniać z zakładów pracy, niech wracają na wieś”. List wywołał burzę. Chwyciły za pióra oczywiście dziewczyny: „Wy kawalerowie myślicie, że dziewczętom nic się nie należy. Wam potrzebne są żony do pracy i rodzenia dzieci. Mamy gospodarkę 2 ha, a jest na ośmioro rodzeństwa. I niech mi taki jeden z drugim powie, co ja mam robić na wsi? Siedzieć i czekać, aż się zjawi kandydat na męża? Mimo że jestem negatywie nastawiona do pracy w rolnictwie, gdybym spotkała chłopca naprawdę na poziomie, ubierającego się według szyku mody dzisiejszej, poza tym widzącego w dziewczynie coś więcej niż niewolnicę do pracy - wyszłabym za niego. Jak parę lat temu wywoziłam obornik, to chłopcy się ze mnie śmiali, że nie pasuje przy gnoju robić. Mam 31 lat i jestem starą panną. Do „Gromady” przychodziły listy, do Dziedzica anonimy: Stary i tak sie nie ożenisz. Kup sobie obręcz, głowę obij, bo się klepki rozpadają - radziła jakaś Życzliwa. Albo: Przyszykuj sobie worek na kości, garnki na skwarki i spal się.

Sam w pustym domu.
Póki żyła matka, była to rodzina. Wigilia na białym obrusie, świąteczna strucla z makiem. Wigilię siedemdziesiątego ósmego spędził sam. Zaszedł do ojca, ale stary się rozpłakał, zaczął mówić o żylakach, basiory na łydkach ma takie, że jak który pęknie, to... Uciekł do siebie. W oknach choinki sie jarzą, ludzie się radują, u niego puste kąty. Z żalu chciał opłatek wyrzucić za płot. Ale organy elektryczne rozstawił, kolumnę głośnikową włączył i zaczął grać. „ Przybieżeli do Betlejem”, „Cichą noc”; grał i śpiewał na całą wieś. - Ludzie mówią że ja dziwak. Od rana do wieczora przy organach mogę siedzieć. Takiego konika mam. Nie raz myślę, że gdybym mnie grania pilnował, a więcej na podryw chodził, może byłoby inaczej. Muzykę miał we krwi. Gdy krowę doił, matka się dziwiła: „Synku, ja melodię w wiadrze słyszę”. „ Zdzicho ma talent” - orzekł organista i zajął się chłopakiem. Gdy po latach grania po parafiach wrócił do Krzeska, od razu zorganizował zespół. Organy, gitara, harmonia, saksofon. Sami kawalerowie, grają po zabawach i weselach. Dzięki temu w soboty i niedziele pójdzie między ludzi, rozerwie się trochę, lepiej poje. Pierwszy raz ugotował zupę, to nawet pies nie chciał jeść. Mógłby chodzić na obiady do gospody, ale tam mu dokuczają: „Oj, ty durny, nabudował ty, nastawiał i głodną śmiercią umrzesz. Ja hulał, gorzałkę pił, a baba w domu na mnie czeka. Ha, ha, ha”. Dzisiaj miał robić przepierkę dla siebie i ojca. Ale dobrze, że przyjechałam, przynajmniej sobie pogada. Teraz wieczory długie, a w pustym domu samemu siedzieć straszno. Mieszka w kuchni. W sypialni trzyma instrumenty i pralkę, do stołowego wstawił lodówkę, w dziecinnym powiesił swój portret. Podłogi lśnią orzechowym lakierem - mebli brak. Przydałoby sie kupić - mówi apatycznie - ale straciłem już zapał. Oklapłem. Kiedy miałem pasiekę, zawsze wiedziałem, w którym ulu nie ma królowej i potomstwa. Skąd wiedziałem? Bo tam pszczoły przestawały pracować. Miód zjadały. Boi się, żeby nie stało się to co z jego kolegami. Lucjan, jeszcze parę lat temu, był z jednym z lepszych gospodarzy w Krzesku. Tak się jemu na polu rodziło, to do napatrzenia. Len, rzepak - wszystko. Z innych wsi przyjeżdżali oglądać. Szukał żony, szukał - nie znalazł. Gospodarstwo zaniedbał, do murarki się najmuje, co zarobi, przepija. „Niech psy trawę jedzą” - powtarza w kółko. A Wiesiek.. Chciał żenić się z dziewczyną, Barbara jej było na imię, lecz dla matki była za biedna. Krzyczała, że taką Baśkę to ma w stajni. Został chłopak na lodzie. Dziwny się zrobił, małomówny jakiś, żyje jak odludek. On też w domu przeważnie przesiaduje. Tylko paru sąsiadów ma takich, do których może zajść na telewizję: - Tu wieś duża, ale dobrych ludzi mało. Szydzą, kpią dokuczają. Kupuje w sklepie masło, baby zaraz podnoszą jazgot. „A jemu po co? Przecież on stary kawaler, żony i dzieci nie ma”.

Gdybym miał żonę...
Przede wszystkim urządziłby dom. Łazienka, ubikacja, kaloryfery - jak w mieście. Potem zmechanizowałbym oborę. A gdyby mu się trafiła prawdziwa gospodyni? O, wtedy porwałby się jeszcze na tuczniki. Teraz świń nie trzyma. („Mnie nie ma kto ugotować, a świniom będę gary grzał?”). Ale przy żonie te dwadzieścia sztuk w oku utuczyłbym lekko. I państwo by miało i on by zarobił. Chociaż pieniędzy to mu nie brakuje. Za samo granie ile weźmie, a za mleko w mleczarni? Tyle że usługi drogie, a wszystkie prace w polu wykonuje mu eskaer (Spółdzielnia Kółek Rolniczych). On choć gospodarz, jak rok długi kosy i pługa do ręki nie bierze. Wczoraj przyjechał traktorzysta, to tylko palcem wskazał, gdzie ma orać. Czy on ma odciski na rękach? No, niech spojrzy czy ma? I czego się te dziewuchy boją? Niedawno jedna wróciła z miasta na wieś... Podobno przeszło jej bycie w mieście. Ilu tam się rolników przewinęło, z piętnastu. A ona wybrała urzędnika. Albo druga. Siedziała w Warszawie cztery lata męża nie znalazła. W sklepie teraz sprzedaje. Uderzył tam w konkury, to go rodzina wyśmiała. Panna wychodzi za kierowcę. Z kilkoma korespondował:
„Chciałabym wiedzieć w przybliżeniu, ile pan posiada ziemi oraz jeśli kolega zechce mi napisać ile też ma lat? Ciszę się że mamy jednakowe hobby. A to dlatego, że kolega bardzo ładnie gra a ja ładnie tańczę. Chyba muzyka i taniec to jest najbardziej człowieka pasją. Jeżeli chodzi teraz, co o pańskim liście myślę to tylko to, że kolego szuka kandydatki na żonę, a ja na męża. Co do zdjęcia, to ostrzegam, jeśli kolega mi przyśle, ja też na pewno poślę”.
„Miły, jeśli chcesz mi mówić ty, nic nie stoi na przeszkodzie. Nie spodziewałam się nigdy, że można pokochać kogoś tak gorąco ze zdjęcia. Nie wiem czy mam w to uwierzyć. Zdzisiek, jeśli chodzi o moją rękę, to jeszcze wszystko daleko. Najpierw musisz do mnie przyjechać, przedstawić się rodzicom, poznać musimy się lepiej i bliżej. To się okaże jeśli przyślesz mi swoje zdjęcie. Ajlawiu, kocham i pragnę choć w marzeniach”.
Zamówił odbitki u fotografa w Siedlcach, powysyłał i korespondencja się urwała. Dla jednej był za stary, dla drugiej mieszkał za daleko. Nie ma co, idzie mu jak z kamienia. I żeby o siebie nie dbał. Ale skąd, goli się trzy razy na tydzień, dwa garnitury szyte na miarę u krawca w Międzyrzecu, w szafie wiszą koszule białe, niebieskie, nawet dżinsy chciał kupić w Pewexie, tylko wszystkie za wąskie w pasie. Brat mu radzi: „Sprzedaj. Wyjedź. Ta gospodarka to kula u nogi”. Sprzedać by sprzedał. Same budynki ze dwa „Polonezy” warte, albo dwa i pół. Tylko co on by w mieście robił? Po restauracjach grał. Własne śmieci, żeby nawet najgorsze były, są pociągające. Do łąki, pola, do każdego drzewa jest tu przywiązany. I panem swego obejścia jest: Dziś mi pasowało posiedzieć, to siedzę, a będzie pasowało robić, to porobię”. Kolega z sąsiedniej wsi specjalizował się w hodowli bydła. Pięćdziesiąt bukatów w oborze u niego stało. Kiedy umarła mu matka, wyswatali go z jedną wdowa z GS-u. Ładna była ale z bykami go nie chciała. Niedługo się zastanawiał. Byki sprzedał i poszedł do ołtarza. Postawił dom pod Siedlcami, kupił „Warszawę”, pracuje jako magazynier w spółdzielni. Ale czy jest szczęśliwy? On, gospodarz, skacze jak mu jakiś kierownik zagra, a jego pole leży odłogiem, budynki niszczeją, na murowanej stodole dach się zapadł. Zdzisław Dziedzic nie może tego pojąć. Świat chyba zwariował, mówi. Dawniej nawet kulawy i garbaty żonę znalazł. Dzisiaj chłopy jak dęby, obory mają jak pałace i wszystko to na zmarnowanie? Ryba dla ryby w wodzie żyje, a człowiek dla człowieka... nie?
Alina Niedzielska.
Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic fot. Jan Aleksandrowicz
Fotografie z wesela dziedzica, przygrywa jego zespół "Ferdziaki"

Epilog
Dalsze losy Zdzisława Dziedzica. Ożenił się z dużo młodszą dziewczyną w latach 80. Ślub był w kościele w Staninie k/ Łukowa. Jak w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza „I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, a com widział i słyszał, w księgach umieściłem ”. Urodził mu się następca syn. Zdzisław Dziedzic zmarł w 2003 roku, pochowany na cmentarzu w Krzesku. Dalsze losy żony i syna są mi nieznane - nie mieszkają w Krzesku.
Opracował Jan Aleksandrowicz.
Dodał:  ajan dnia grudzień 07 2017 15:11:21         0 Komentarzy · 162 Czytań · Drukuj
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

JOANNA

Szanowny Panie.Jestem wnuczką Władysława i Jadwigi Starzyńskich,córką Ligii Soćko z domu Starzyńskiej.Pragnę sprostować, że moja mama miała na imię Ligia anie Lidia jak Pan napisał w swoim opracowaniu

ajan

To prawdziwa uczta dla oczu, zobaczyć takie perełki, nie wspominając o walorze sentymentalnym. Baaaardzo Ci za to dziękuję, że jesteś otwarty, że potrafisz się dzielić, że dostarczasz ludziom pozytyw

ajan

Wywodzę się z rodu, którego gniazdem, przynajmniej od 200 lat jest Krzesk. Mój dziad urodził się w Krzesku. Pracuję nad genealogią Pawlaków krzeskich. Może więc przyszedł czas i na Krzesk? Krzysztof

ajan

Witaj Janku ! Tu Ela Ginalska z domu - obecnie Niestryjewska . Mieszkam w Gdańsku - dzisiaj weszłam na stronę Krzeska i jestem zadowolona ,że coś takiego istnieje . Super moje gratulacje.

Piotrek

Witam Panie Janie. Od dłuższego czasu przeglądam Pana stronę.Najbardziej interesuje mnie historia pałacu w Krzesku, dlatego prosiłbym o większą ilość archiwalnych zdjęć. Wiem też że zdjęcia takie posi

niullak

Witam! Poznawanie historii przodków to wciągające zajęcie. I bardzo pouczające. Dlatego z chęcią dowiemy się więcej o naszej rodzinie z Kośmidrów smiley

johns37

Witam Pana Panie Janie!! Napewno Pan mnie nie pamieta i nie kojarzy z nikim. Ja Pana znam jako nauczyciela samochodówki, odo której w latach 70 uczęszczałem oraz widuję czesto Pana na spotkaniach Kl



699,349 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion copyright © 2003-2006 by Nick Jones.
Released as free software under the terms of the GNU/GPL license.
 

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie