Nawigacja
Strona Główna
Artykuły- Dzieje Krzeska i Podlasia .
Galeria fotografii
Linki które polecam.
Forum
Kontakt
Szukaj







Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 78
Najnowszy Użytkownik: 322
Witam na stronie "Dzieje Krzeska Królowa Niwa".
Image and video hosting by TinyPic Moje hobby: Dzieje Krzeska Królowa Niwa,obyczaje ludowe,historia szkół do których uczęszczałem,fotografia, stare zdjęcia, fotofora, antyki, motoryzacja-stare samochody, drzewo genealogiczne, zwiedzanie nowych nieznanych (ciekawych) miejsc, poznawanie kultur... Strona poświęcona jest Dziejom Krzeska Królowa Niwa- okolic i regionu, historii rodów po mieczu i kądzieli. Praca nad stroną trwa. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi. "Każdy z nas śmiertelników podąża drogą życia. To w jaki sposób przez tą drogę przejdziemy, jak skorzystamy z danych nam darów, zależy od nas, od naszego postępowania, uczynków. Zastrzeżenie prawne.Prawa autorskie oraz inne prawa własności intelektualnej do wszystkich treści, fotografii zamieszczonych i zawartych na niniejszej stronie internetowej stanowi zbiór Jana Aleksandrowicza i mogą być wykorzystywane wyłącznie za jego zgodą.Kopiowanie udostępnianych w tym miejscu treści możliwe jest jedynie do użytku osobistego.Podstawa prawna: Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631 z późn. zm.).
 
Zaproszenie na "Dożynki 2016" w Krzesku- Królowa Niwa
Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic
Dodał:  ajan dnia sierpień 17 2016 10:04:16         0 Komentarzy · 3 Czytań · Drukuj
 
 
Baner do wklejenia na Twoją stronę i strony
"Na samym wschodzie parafii Zbuczyn, tam gdzie styka się ona z sąsiednią parafią międzyrzecką, przy drodze zwanej od dawna Traktem Brzeskim, leży osada. Jeśli chcecie kiedyś rozpoznać bez pudła pochodzenie kogoś, skłońcie go do próby szyboletu. Niech po prostu powie słowo "Krzesk".
Naprawdę zdumiewające jest zdać sobie sprawę, że można było kiedyś, dawno bo dawno, spędzić całe życie w jednym miejscu. Co temu miejscu do stolic? Co temu miejscu do małych nawet miast? Jedna wiejska droga, prosta jak droga światła w pustce, dwukilometrowa smużka wśród pól, a po obu jej stronach zabudowania. Tylko tyle. Na jej przejście wystarcza półgodzinny spacer, poczynając od styku z traktem Brzeskim, a kończąc nagle w polu, w kępie drzew. Miejsce to nazywa się przepięknie, to jedyny w swoim rodzaju eponim "Krzesk- Królowa Niwa".
Napisał Krzysztof Pawlak(cytat z Sagi rodu Pawlaków)

Link"Czas ucieka, wieczność czeka..."

Dzieje Krzeska

Baner do wklejenia na Twoją stronę.



Polinów - dawny folwark królewski miasta Łosice ( Kobylińscy z Łosic są spokrewnieni z rodziną Drelowców i Starzyńskich z Krzeska Królowa Niwa).Jest to serwis regionalno-historyczno-rodzinny, prezentujący królewski majątek Polinów (znany dawniej jako "Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna" (Konarzewszczyzna-Skolimów) lub "Folwark miasta Łosice") oraz burzliwe dzieje jego mieszkańców.

Polecam stronę Andrzeja Boczka z Dziewul: Dziewule 1441-1933(Rodzina Pawlaków z Dziewul ma korzenie z Krzesku Królowa Niwa). Wieś Dziewule leży w połowie linii kolejowej łączącej Siedlce z Łukowem. Obszar ten od najdawniejszych czasów stanowił północną część historycznej ziemi łukowskiej. Na terenie wsi oraz w jej najbliższej okolicy nie przeprowadzano badań archeologicznych, dlatego trudno jest cokolwiek powiedzieć na temat pradziejów tego rejonu.

Stowarzyszenie Krusznia Suwalszczyzna jest to bardzo przyjazny link i zarazem ciekawy Biuletyn Bandy Krusznia, którego członkiem jest osoba wywodząca się z rodziny Cisaków z Krzeska Królowa Niwa.
Dodał:  ajan dnia sierpień 05 2016 23:08:00         0 Komentarzy · 14 Czytań · Drukuj
 
 
Spotkanie Integracyjne mieszkańców Krzeska– Królowa Niwa
Image and video hosting by TinyPic
Antoni Stanisław Adadyński
Krzesk- Królowa- Niwa, 25.06.2016 r.
Drodzy mieszkańcy mojej ukochanej wioski, Krzesk- Królowa Niwa (cieszę się, że została przywrócona pełna nazwa, a nie tylko Krzesk). Mimo, że nie mieszkam już tutaj, to jednak sercem i myślami jestem z Wami, cieszę się Waszymi sukcesami i osiągnięciami. Jestem dumny z tej miejscowości, to nie jest wioska mojej młodości, to już nowoczesne osiedle, a ja cały czas z taką samą sympatią odnoszę się do moich korzeni, bowiem drzewo, które traci korzenie, usycha. Staram się więc utrzymywać więź, kontakt, nie zapominać, skąd pochodzę.
Z uwagi na okoliczność I Spotkania Integracyjnego mieszkańców Krzeska – Królowa Niwa, pragnę wszystkim mieszkańcom złożyć jak najserdeczniejsze życzenia, przede wszystkim dużo zdrowia, dużo sukcesów w życiu osobistym, społecznym i zawodowym. Tylko dziwne zrządzenie losu sprawiło, że nie mogłem cieszyć się Waszym widokiem. Jak dobry Bóg pozwoli, będę z Wami za rok podczas II spotkania wszystkich mieszkańców wsi.
Pragnę podziękować organizatorom tej wspaniałej inicjatywy. Słowa najwyższego uznania należą się Pani Ewie Jurkowskiej, która od lat dba o zachowanie tradycji i dużo czasu poświęca, aby jak najlepiej przygotować oprawę artystyczną dożynek. Dumny jestem, iż łączą nas więzi pokrewieństwa!
Dziękuję Stowarzyszeniu Ośrodek Kultury i Aktywności Lokalnej w Krzesku z moim przyjacielem, Hubertem Pasiakiem na czele, które od 10 lat pozyskuje środki na teren naszej wsi oraz dba o jej piękno. Nie można tutaj nie wspomnieć o konkursie na najpiękniejsze, krzeskie podwórko czy flagach narodowych, które z dumą powiewają w święta państwowe. Gratuluję stowarzyszeniu Jubileuszu 10-lecia istnienia, który w tym roku obchodzi. Podziękować również chciałem krzeskiej młodzieży, która bierze czynny udział w wielkim święcie dożynkowym, a i dziś pomogła zorganizować święto.
Pragnę podziękować władzom gminy na czele z wójtem Panem Tomaszem Hapunowiczem, wszystkim pracownikom gminy i samorządowi gminnemu, a także sołtysowi Krzeska Panu Adamowi Cisakowi za troskę i dobre zarządzanie, za czuwanie nad rozwojem gminy. Wszystkim Pracownikom szkoły z Dyrektorem Grzegorzem Pomikło na czele, oraz kapłanom pracującym w naszej parafii z księdzem proboszczem, Krzysztofem Wałkiem, radzie parafialnej, gdyż szkoła i Kościół ma największy wpływ na właściwe uformowanie nowego, młodego pokolenia. Kochani, to od Waszego zaangażowania w pracę i umiejętności zależy, czy oni będą godnymi kontynuatorami najlepszych wartości, patriotyzmu, wiary, a także chęci w zdobywaniu wiedzy i umiejętności dla dobra naszej społeczności, a także Ojczyzny. Kardynał Stefan Wyszyński, niekoronowany Król Polski, mówił: "naród, który traci pamięć, ginie...". Podziękowania dla Ochotniczej Straży Pożarnej i Pana Pawła Borkowicza na czele, dzięki nim mieszkańcy Krzeska mogą spać spokojnie, bo straż czuwa.
Dziękuję również Janowi Aleksandrowiczowi za prowadzenie dokumentacji historycznej naszej wsi w Internecie, dr. Wiesławowi Harczukowi za dokumentowanie wydarzeń historycznych od II wojny światowej do obecnych czasów, Mieczysławowi Kalickiemu za wydane książki.
Krzesk- Królowa- Niwa jest moją dumą, chlubą i nadzieją, przy każdej okazji to podkreślam.
Na świątyni pod wezwaniem Św. Pawła Ojców Barnabitów w Warszawie przy Trakcie królewskim jest napis " Człowiek, który traci Boga traci wszystko".
Szczęść Boże wszystkim, których wymieniłem, wszyscy jesteście twórcami bardzo dobrego wizerunku naszego sołectwa.
Dziękuję i pozdrawiam tutejszy rodak
Antoni Stanisław Adadyński Warszawa-Wesoła.
Image and video hosting by TinyPic
Dodał:  ajan dnia czerwiec 18 2016 04:09:54         0 Komentarzy · 54 Czytań · Drukuj
 
 
Bardzo spokojna wieś 1983 polski
Klimaty wiejskie film ze strony https://www.youtube.com/watch?v=bzGQK5lH-RA
Film obyczajowy nagrany w Opocznie.Bohaterem filmu jest Józef, młody rolnik. Mężczyzna nie potrafi zachować miary w swoich czynach. Jego żona, która pracuje na polu, nie ma z nim łatwo. Sama chciałaby porzucić taką pracę, wolałaby inaczej zarabiać pieniądze...

Dodał:  ajan dnia kwiecień 02 2016 14:45:07         0 Komentarzy · 105 Czytań · Drukuj
 
 
Wspomnienia Romana Główniaka- czapnika z Krzeska.
Image and video hosting by TinyPic

95- letni Roman Główniak urodził się 3 października 1920 roku w Krzesku Królowa Niwa w chłopskiej rodzinie katolickiej. Jego ojciec to Józef (1880-1957) i matka Janina z domu Byczuk (1883-1963). Żona Krystyna (1930-1989). Jego rodzeństwo to Hipolit (1916-1966) i Kazimierz (1927-1995). Pochowani na cmentarzu w Krzesku. Z zawodu jest doskonałym czapnikiem, prowadził też gospodarstwo rolne. Ma synów Romana i Tadeusza. Całe życie mieszkał na wsi, teraz ze względu na stan zdrowia teraz przebywa u syna Tadeusza w Siedlcach. Człowiek o artystycznych pasjach, posiada zbiór własnych wierszy o tematyce patriotycznej, pięknie recytuje nawet półgodzinne wiersze z pamięci. Jest to osoba bardzo uczciwa, uczulona na krzywdę ludzką, o wysokim autorytecie społecznym i kulturze osobistej. Członek Koła Młodzieży Wiejskiej "Wici" rozwiązanego w roku 1948. Aktor Teatru Wiejskiego w Krzesku gdzie wystawiano sztuki nawet na dożynkach w latach 1907-1980. Żołnierz Armii Krajowej w rezerwie podporucznik, odznaczony Krzyżem Armii Krajowej, Odznaką pamiątkową "Akcji Burza", Krzyżem Weterana walki o niepodległość, Odznaczeniem Polski walczącej.
Dodał:  ajan dnia wrzesień 04 2015 15:12:45         Czytaj więcej · 0 Komentarzy · 351 Czytań · Drukuj
 
 
Zycie kulturalne Krzeska w latach 1900-1948
Młodzież dorosła bawiła się wyłącznie niemal na "muzykach", tj. na zabawach tanecznych, które urządzała dość często na przestrzeni całego roku. Zabawy ówczesne bardzo mało kosztowały, Zwykle były one improwizowane. Zawsze we wsi był co najmniej jeden skrzypek i on w zupełności wystarczał, jemu do taktu akompaniował ktokolwiek na niedużym bębenku. Chociaż między bębnistami trafiali się "wirtuozi" umiejący wydobyć z niego różne niesamowite zwuczenia i trele. zabawy taneczne za mojej pamięci odbywały się w chałupach, a kiedyś dawniej w karczmach, Nigdy nie mogłem zrozumieć, jaką przyjemność miała młodzież wtenczas na takiej zabawie, kiedy w ciasnej chałupie w wielkim tłoku, zaduchu i kurzu mogło się naraz kręcić nie więcej jak ze 6 par, bo jak ludzie tylko usłyszeli skrzypce i bęben to natychmiast zapełniała się nie tylko izba, ale sień i podwórko. Warto parę słów poświęcić piosenkom i śpiewom. Dawniej kiedy życie było bardziej bardzie prymitywne, ludzie upiększali chałupy dzikimi kwiatkami, wyrosłymi na łąkach i polach oraz piosenkami jakie rodziły się w sposób naturalny na podłożu tego życia. Były one odbiciem naturalnej radości, naturalnej tęsknoty, rzeczywistego bólu i trosk gnębiących ludzi pracy. Uwagi te dotyczą tak treści słownej jak i jej azaty- zwanej melodią. Jak rodziły się z duszy tak i do duszy śpiewane trafiały, W tym sens i piękno. Były więc piosenki na każdą okazję życiową. Dlatego dawni ludzie, żyjący w warunkach bardziej naturalnych śpiewali wciąż i ciągle. Śpiewali idąc do pracy, śpiewali przy robocie śpiewali wracając do domu, śpiewali kiedy im było dobrze i wesoło i śpiewali płacząc. Pamiętam jak śpiewali "dziewki" dworskie codziennie, kiedy wracały wieczorem z pola. Pamiętam jak śpiewały sobie kobiety, przędząc na kołowrotkach len, konopie czy wełnę, a szczególnie dużo śpiewały prząśniczki kiedy się zeszły do jednej chałupy na "oblegacje" inaczej poszły za kondzielą. "Oblegacją" nazywało się większe zebranie kobiet i panien, sproszonych przez jedną z gospodyń, aby jej pomogły w jakiejś domowej robocie najczęściej w przędzeniu lub darciu pierza. Jako zapłata był tylko poczęstunek. Zdarzało się że kawalerka wpuszczała do chałupy wróbla albo kota.

Image and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPic

foto 1.KMW "Wici" w roku 1927 foto 2. Młodzież w sadku u Cisaków

Pierwsza organizacja młodzieżowa w Krzesku zawiązała się w 1907 roku. Celem jej było: wspólnym wysiłkiem zdobywanie książek do czytania. Początkowa jego działalność polegała na prowadzeniu biblioteczki urządzaniu wspólnych posiedzeń członków gdzie omawiane były wszelkie kwestie związane z samym czytaniem jak i tematami poruszanymi w tekstach książek. Kółko to przyjęło nazwę "Zabawa" aby w ten sposób zademonstrować potępienie wybryków popełnionych przez chłopców żądnych rozrywki i jednocześnie zwrócić ich uwagę na drogę prowadzącą do godziwej rozumnej i pożytecznej zabawy. Tym wyrazem sygnowano wszystkie książki w naszej biblioteczce.

Image and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic

foto 1.Po prawej Kazimierz Pasiak foto 2. Kaplica w której wystawiano sztuki foto 3. Panorama Krzeska w le kościół.

W roku 1915 do prac kółka doszło wystawie sztuczek teatralnych śpiew i nauka na kursach wieczorowych. Pierwszą sztuczką jaka była przedstawiona miejscowej ludności przez to koło były "Jasełka" J. Batorowicza i P. Gensówny z uzupełnieniem A. Pasiaka. Ponieważ nie było odpowiednio dużej sali aby można był wpuścić większą ilość widzów naraz a do rozporządzania była tylko mała klasa w starej szkole więc koło zmuszone było wystawić każda sztuczkę kilka krotnie. Zwykle na generalną próbę dopuszczano wszystkie dzieci bezpłatnie i rodziców aktorów. W następnych dniach świątecznych wystawiano dla publiczności zapłatą. Od razu pierwszy występ zrobił furorę. Wieś nigdy takich rzeczy nie widziała a widowisko było przygotowane bardzo starannie. Były momenty, że i aktorki i kobiety na sali popłakiwali z rozrzewnienia. Wieść o tych występach rozeszła się szeroko po okolicy. To też na te widowiska do Krzeska przyjeżdżali ludzie z wiosek oddalonych nawet o 10 i 15 km . wystawiane były sztuczki bardzo proste i zrozumiałe o tematyce ludowej, jak: "Jaśkowe zamysły" Domasławy, "Do szkoły" Gensówny, "Dla szczęścia dziecka", krótkie intermedia "Placek", "Cudowny doktor", Wam się łatwo śmiać" i inne. Najbardziej atrakcyjna sztuczką okazała się "Wiejskie wesele". Oprócz motywów czysto obrzędowych weselnych zawierała ona fragmenty z dziedziny prac i stosunków społecznych. Śliczne stroje, muzyka tańce i przepiękne śpiewy ściągały z szerokiej okolicy mnóstwo młodzieży i starszych.

Image and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic

Poletko u Jana Mieścickiego i młocka u Walentego Pasiaka

Podczas I Wojny Światowej koło zorganizowało kursy wieczorowe dla młodzieży. Uczęszczało na nie dzień w dzień 70 osób. Nauka odbywała się co wieczór po 3 godziny przez pięć miesięcy zimowych w latach 1915/1916 i 1916/1917. Po godzinach lekcyjnych zwykle odbywały się próby sztuczek teatralnych przeciągające się często do pierwszej po północy. Młodzież była nadzwyczaj chętna i uspołeczniona. A było jej wtenczas w Krzesku wyjątkowo dużo bo wiele rodzin czasowo osiedliło się tu z popalonych w okolicy wiosek.
W tym czasie Niemcy zorganizowali tzw. Królestwo Polskie w którym mieli po wojnie osadzić na tronie królewskim jednego z Książąt niemieckich i na wschodzie prowizoryczne niby państwo nazwane przez nich "Oberost". Granica przebiegała pomiędzy Grochówką a Krzewicą. Grochówka i Wesółka należały do Królestwa a Krzewica Łuniew, Krzymoszyce do "Oberostu".
W marcu 1917 roku za przyjazną zgodą ówczesnego proboszcza ks. Romana Wildego koło adaptowało pustą kaplicę, która przed tym służyła za kościół na małą salę teatralną. W tą inwestycje koło włożyło wiele fizycznej pracy i dużo gotówki. Ale ież wyszedł z tego teatr nie gorszy niż miały Siedlce. Kulisy i kurtynę na płótnie malował p. Turewicz z Siedlec artysta malarz który też malował obrazy do katedry w Siedlcach. Niedługo też młodzież cieszyła się tym nabytkiem, gdyż zidiociali członkowie dozoru kościelnego czyli Rady Kościelnej po paru miesiącach wbrew woli proboszcza sprzedali ten budynek na stodołę gospodarzowi z Sobicz. Koło tez chciało to kupić ale Rada podniosła cenę. I cały wysiłek i koszt włożony tam niedawno został przez złych ludzi zmarnowany.
Od roku 1925 doszedł jeszcze jeden o wielkiej wadze dział pracy- przysposobienie rolnicze, prowadzone przy pomocy centralnego i powiatowego Związku młodzieży Wiejskiej w formie konkursów uprawy roślin i hodowli zwierząt gospodarskich oraz upiększania mieszkań. Działalność jego tak była intensywna i skuteczna że zaczęła oddziaływać na starsze społeczeństwo, a rezultaty jego do dziś są widoczne. Koło młodzieży Wiejskiej "Wici" zostało zlikwidowane przez władze PRL w 1948 roku. Przed II wojną Światową za czasów sanacyjnych istniały jeszcze koła męskie i żeńskie Stowarzyszenia Młodzieży Katolickiej. Członkowie rekrutowali sie z terenu parafii ale z chwilą wybuchu wojny przestały istnieć.
Dodał:  ajan dnia lipiec 26 2015 05:12:53         0 Komentarzy · 250 Czytań · Drukuj
 
 
Fenomen tamych czasów.
Młodzież z Krzeska spotykała się nie mając telefonów komórkowych.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPicImage and video hosting by TinyPic
Dodał:  ajan dnia lipiec 25 2015 01:43:58         0 Komentarzy · 258 Czytań · Drukuj
 
 
Krzesk Królowa Niwa po zachodzie słońca.
Dodał:  ajan dnia lipiec 10 2015 03:54:49         0 Komentarzy · 224 Czytań · Drukuj
 
 
Historia Krzeska wg kronikarza Czesława Zbuckiego.
Image and video hosting by TinyPicOdległy czas który minął zaciera nam wiadomości o wszystkim, co w tej miejscowości było godnego uwagi, co się działo ludzka mocą lub siłą nadprzyrodzoną oraz przez przypadek określany przez podziw człowieka. Karty tych opisów będą z trzech okresów: opowiadania baśniowe opowiadane w tej okolicy, wiadomości te co na własne oczy widziałem i słyszałem i wydarzenia bieżące. Jednak z pokorą przyrzekam, że opis będzie prawdziwy, sumienny nie szkodzący Polsce i narodowi Polskiemu.
Czesław Zbucki "Gacarz" 1967 rok.
Dodał:  ajan dnia kwiecień 14 2015 14:10:17         Czytaj więcej · 0 Komentarzy · 377 Czytań · Drukuj
 
 
Wspomnienia z lat chłopięcych lata 50-te i 60-te.
Wspomnienia z lat dziecinnych.

Wspominam z nostalgią lata 50-te, 60-te . Jako dzieci byliśmy podzieleni na grupy: z szosy, koło wygona i z tamtego końca. Wszyscy należeliśmy do grupy wsiowej i mogliśmy bawić się nawet na drodze. Gdy ktoś w stopę wbił sobie się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę denaturatem lub gencjaną. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na wygon. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Ojciec wiedział, że pasek albo bat nauczy zasad bezpiecznej zabawy. Nie chodziliśmy do państwowego ani prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od pierwszej klasy (tzn. od 7 lat). Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła mama albo babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia albo mama. Dodam, że nikt nie wysyłał babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, poziomki, maliny na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po zmroku skutkował bezwzględnie karami.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice uważali , że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać, aby dzieci uczyć. Latem chodziliśmy nad sadzawkę w lesie pod Grochówką (teraz już wyschła), nie pilnowali nas dorośli. Jeździliśmy rowerami nad rów tęczkowski albo na tamę na Maciejowicach. Nikt z nas nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig na jednego lub dwa konie, zawsze przyspieszał po zatrzymaniu aby sań nie dogonić i na na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o konar, drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego (w szkole nie było pedagoga i psychologa). Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.
W latach 60-tych po premierze filmu "Krzyżacy"- wyświetlany był na boisku szkolnym,dzieliliśmy się na drużyny, szliśmy do lasu na różne bijatyki i potyczki, kończyły się jeżeli ktoś poleciał z płaczem do domu bo dostał w kolano. Tarcze, miecze i dzidy robiliśmy sami z drewna . Ubiory, habity też. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli w goście. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami, bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce. Sąsiedzi mieli psa który wabił się Misiek, otwieraliśmy furtkę, drażniliśmy go aby nas gonił a sami uciekaliśmy, jak kogoś dogonił to wsadzał kły w tyłek, później z płaczem do domu, tyłek na stołek, spirytus a koledzy śmieją się za oknem. Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam" nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka lub dziadek, którą nazywaliśmy wiedźmą, dziadem ganiali nas z laską. Ciągle chodzili na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się im kłaniać, mówić Dzień Dobry. Wszystkim starszym ludziom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.
Na wygonie były skarpy, więc my w piachu z boku kopaliśmy tunel (garaż ) na samochód strażacki, który dostał kolega od wujka z Gdańska. Skarpa się obsunęła, kolegę zasypało ledwo żeśmy go odgrzebali. Skakaliśmy w dołach na wygonie na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Do szkoły chodziliśmy jeden kilometr piechotą. Mama twierdziła, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodziła 3 kilometry. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, kto nie umiał, Pani znaczyła na czole węglem z pieca znak X i wypuszczała na korytarz na przerwę. Uczono nas pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się wtedy matury z polaka). Przy szkole były ogródki dla nauczycieli, chodziliśmy na warzywa i owoce, jak nas woźny złapał , skutkowało dziesięć "łap" linią. Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał do szkoły. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.

Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i owczych bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, chleb z masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, szczaw, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś ukąsiła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał , nasikał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, czasami syropy na alkoholu za płotem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy mamy lub babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała), skakaliśmy na odległość, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy zsiadłym mlekiem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł. W wannie kąpało się całe rodzeństwo, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś ojcu na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka i dziennik telewizyjny t to tylko w szkole (bo jeden telewizor był we wsi). Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Po za nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare dziadki, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, albo woźny jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nas w domu i nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego — codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów.
We wsi było kilka sadzawek i rozlewisk(ogrody, budki) zimą graliśmy w hokeja do zmroku, kije hokejowe robiliśmy sami. W latach 70-tych chodziliśmy wieczorami do" Klubu Rolnika" który znajdował sie w Domu Ludowym. W Krzesku było stałe kino, seanse były w każdą niedzielę. Dyscyplina i kultura była prawem starszego i silniejszego, po dobranocce młodzież która chodziła do Szkoły Podstawowej szła do domu spać. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszej wsi, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic
Image and video hosting by TinyPic
Fotografie z lat 50-tych i 60-tych, na podwórku, na wygonie i na boisku szkolnym.

Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic
Drużyna hokejowa i piłki siatkowej.

Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic Image and video hosting by TinyPic

Dom Ludowy rysunek Czesława Zbuckiego, gablota z repertuarem i kinooperator Marian Filimon z Krzeska.
Dodał:  ajan dnia marzec 14 2015 15:08:51         0 Komentarzy · 322 Czytań · Drukuj
 
 
Poświęcenie Kopca Piłsudskiego - Podlasie 1936
Nie chodzi oczywiście o kopiec krakowski, a o wieś Zawady (Majówka), pod Siedlcami. Historyczny Kopiec Marszałka J. Piłsudskiego w Majówce usypany w 1935-36 przez okolicznych mieszkańców. W uroczystościach brał udział Pan Prezydent Ignacy Mościcki. Na transparentach widać napisy "Gmina Stok Ruski", "Gmina Przesmyki".

Dodał:  ajan dnia luty 19 2015 06:57:23         0 Komentarzy · 297 Czytań · Drukuj
 
Strona 1 z 2 1 2 >
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Shoutbox
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

ajan

Wywodzę się z rodu, którego gniazdem, przynajmniej od 200 lat jest Krzesk. Mój dziad urodził się w Krzesku. Pracuję nad genealogią Pawlaków krzeskich. Może więc przyszedł czas i na Krzesk? Krzysztof

ajan

Witaj Janku ! Tu Ela Ginalska z domu - obecnie Niestryjewska . Mieszkam w Gdańsku - dzisiaj weszłam na stronę Krzeska i jestem zadowolona ,że coś takiego istnieje . Super moje gratulacje.

Piotrek

Witam Panie Janie. Od dłuższego czasu przeglądam Pana stronę.Najbardziej interesuje mnie historia pałacu w Krzesku, dlatego prosiłbym o większą ilość archiwalnych zdjęć. Wiem też że zdjęcia takie posi

niullak

Witam! Poznawanie historii przodków to wciągające zajęcie. I bardzo pouczające. Dlatego z chęcią dowiemy się więcej o naszej rodzinie z Kośmidrów smiley

johns37

Witam Pana Panie Janie!! Napewno Pan mnie nie pamieta i nie kojarzy z nikim. Ja Pana znam jako nauczyciela samochodówki, odo której w latach 70 uczęszczałem oraz widuję czesto Pana na spotkaniach Kl



512,004 Unikalnych wizyt

Powered by PHP-Fusion copyright © 2003-2006 by Nick Jones.
Released as free software under the terms of the GNU/GPL license.
 

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie